Wolfgang Amadeus Mozart

Wesele Figara (Le Nozze di Figaro)

Opera NOVA w Bydgoszczy

„Wesela Figara”: robi ogromne wrażenie

„Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Wojciecha Adamczyka w Operze Nova w Bydgoszczy na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Marta Leszczyńska w Gazecie Wyborczej – Bydgoszcz.

«Repertuar Opery Nova wzbogaca się o kolejny doskonale zrealizowany tytuł. Muzyczna precyzja, udane kreacje aktorskie i wierność stylistyce epoki stanowią o sukcesie otwierającego 24. Bydgoski Festiwal Operowy „Wesela Figara”.

– „Wesele Figara” obciążone jest dużą liczbą znakomitych wykonań. Podejmowanie się jego realizacji to zawsze wielka odpowiedzialność. Dlatego najpiękniejsze, co możemy zrobić wykonując tę muzykę, to dotarcie do prawdy, która jest w tej partyturze – mówił jeszcze przed premierą Marcin Sompoliński, kierownik muzyczny spektaklu. Wraz z reżyserem, Wojciechem Adamczykiem, z sukcesem zrealizował to założenie zarówno na płaszczyźnie muzycznej jak i fabularnej. Razem stworzyli widowisko bliższe wizji Mozarta niż scenicznym modernistom.

Dynamika i oddech

Sompolińśki prowadzi orkiestrę swobodną ręką. To trudna sztuka. Dzieła Mozarta wymagają wyjątkowej dbałości o szczegóły, inaczej drastycznie tracą na jakości. W spektaklu Opery Nova niezwykle erudycyjna muzyka austriackiego kompozytora pozostaje retoryczna i jest grana nie tylko technicznie. Wciąż doskonale odzwierciedla napięcia akcji i pozostaje czuła na nastroje. Wszystko co orkiestra przez tygodnie wypracowała na salach prób, dobrze udało się skonfrontować z tym, co dzieje się na scenie. Muzycy doskonale partnerują solistom. Dynamiczna partytura wciąż oddycha melodią, która nie ginie między recytatywami, a wszystkie gwałtownie narastające napięcia i sforzata orkiestry wciąż pozwalają solistom pięknie brzmieć. Umiejętne wyważenie środków słychać zwłaszcza w finale II aktu, będącego chyba najbardziej złożonym ciągiem ansambli w historii opery. Bronią się też znakomicie wszystkie legendarne arie, z „Non piu andrai”, „Porgi amor” czy „Voi che sapete” na czele.

Genialni soliści

Soliści zasługują na brawa nie tylko ze względu na swoje warunki wokalne. Reżyserowi zależało na skompletowaniu obsady, która również aparycją i temperamentem odpowiadać będzie założeniom libretta. Udało się to zwłaszcza w przypadku Zuzanny. Pierre Beaumarchais, autor sztuki, na podstawie której powstało dzieło, tak opisuje ukochaną Figara: „osóbka młoda, zręczna, bystra i wesoła, ale nie ma w niej nic z wyuzdanej bezczelnej wesołości zepsutych subretek”. Taka właśnie jest na scenie Zuzanna kreowana na przez Krystynę Nowak, która znalazłaby angaż w niejednym teatrze dramatycznym. Komediowe zacięcie, świadomy gest i swoboda na scenie sprawiają, że na Zuzannę patrzy się równie przyjemnie, co słucha jej arii.

Na brawa zasługuje też Gabriela Kamińska (Hrabina Almaviva). M.in. dzięki tej kreacji opowieść nie traci nic ze swej tragikomicznej niejednoznaczności. Kiedy hrabina pojawia się na scenie, na początku drugiego aktu, jej monolog wnosi ton powagi i przybiera formę elegijnej skargi. Kamińska potrafi wzruszyć, ale też bawić widza, jak choćby w pełnych dynamiczncznych zwrotów akcji scenach aktu drugiego i czwartego.

Duże brawa dla Karoliny Makuły, która wcieliła się w rolę Cherubina. Na scenie nie brakowało jej młodzieńczej pasji i energii, a jej aria „Voi che sapete” była gorąco oklaskiwana.

Przekonująco wypadli też Janusz Żak w roli Figara i Sławomir Kowalewski w roli hrabiego. Dobrze odnajdują się w konwencji, umiejętnie odnajdując w rozpisanej z matematyczną precyzją partyturze miejsce dla ekspresji. Nie mniej dobrze przygotowane zostały pomniejsze role jak choćby doktora Bartolo (Łukasz Jakubczak) czy jąkającego się sędziego Don Curzio (Szymon Rona). Dzięki temu „Wesele Figara” wciąż pozostaje ekscytującą dla widza opowieścią o wartkiej, pełnej zwrotów intrydze i znakomicie nakreślonymi ludzkimi portretami.

Smaku dodaje zachowanie entourage’u epoki. Nastrój budują ociekające złotem wnętrza pałacowych komnat i misterne kostiumy. Maria Balcerek ubrała mozartowską arystokrację w tafty i żakardy, pastelowe, bogate ornamentowane tkaniny, które wymagały komputerowego haftowania kwiatowych medalionów. Te detale zachwycają na scenie. Oczu nie można oderwać zwłaszcza od hrabiny w III akcie.

Wojciech Adamczyk przygotowując „Wesele Figara” w bydgoskiej operze mówił – Chcę uciec z widzem w baśniowy świat i poszukać przyjemności obcowania z dziełem geniusza, który napisał fantastyczną historię muzyczną, przy pomocy nieprawdopodobnie złożonych dźwięków.” Chciał, by Mozart oderwał widza od codzienności i to się udaje.

Czas na spektakle gościnne

Pierwszy gościnny spektakl na 24. Bydgoskim Festiwalu Operowym to „Borys Godunow” – najwspanialsze z dzieł Modesta Musorgskiego, które zaprezentują artyści Teatru Wielkiego w Poznaniu. Spektakl we wtorek, o godz.19.

Kompozytor oparł libretto swojej opery na dramacie Puszkina. Borys Godunow to wielki temat: żądza władzy, ambicje polityczne i tło religijne. Reżyser, Iwan Wyrypajew, debiutujący tym tytułem w teatrze operowym mówił, iż siłą dzieła jest zagadnienie charakterystyczne dla twórczości Puszkina, Musorgskiego, jak i dla całej rosyjskiej kultury: odzwierciedlenie skomplikowanych relacji między władzą a narodem. Operę tę zwykle realizuje się z przepychem wizualnym. Tym razem przyjęto ascetyczny minimalizm dekoracji, a na ich tle efektowne kostiumy. Reżyser celowo nawiązuje dialog z bogatą tradycją wystawiania Borysa Godunowa, by podkreślić uniwersalne przesłanie jednej z najwspanialszych rosyjskich oper romantycznych. Cytując jego słowa: „Borys Godunow to połączenie klasycznej opery włoskiej z rosyjskim folklorem”. Przy licznej obsadzie solistów, której wymaga opera Musorgskiego, Teatr Wielki w Poznaniu nie zaniedbał nawet drugoplanowych ról. Przy tworzeniu tej premiery podjęto ryzyko, które jednak się opłaciło, w efekcie powstał bardzo interesujący spektakl.»

„”Wesela Figara”: robi ogromne wrażenie”
Marta Leszczyńska
Gazeta Wyborcza Bydgoszcz online
Link do źródła
02-05-2017

 

Wesele z listy przebojów

„Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Wojciecha Adamczyka w Operze Nova w Bydgoszczy na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Ewa Czarnowska-Woźniak w Expressie Bydgoskim.

To tradycja Bydgoskich Festiwali Operowych – inaugurację przygotowuje zespół gospodarzy. W tym sezonie sięgnął po wyzwanie z najwyższej półki, legendarną operę komiczną Wolfganga Amadeusza Mozarta. Jak poradzili sobie z nim realizatorzy?

Jedna z najlepszych scen filmowego „Amadeusza” Milośa Formana: nadworny kompozytor Salieri w mękach twórczych przygotowuje dla cesarza utwór, który ten z wysiłkiem odtwarza później na klawesynie „na cześć” zaproszonego na dwór Mozarta. Tymczasem fircykowaty muzyk wpada do sali i nie tylko bez trudu odtwarza go z pamięci, ale też na poczekaniu „przearanżowuje”, spod małego palca tworząc skoczną, żartobliwą „Non piu andrai”, arię „motylka”, jeden z późniejszych przebojów „Wesela Figara”…

Wszyscy chcą kochać

Jest „Wesele Figara” wyzwaniem z najwyższej operowej półki. Ta opera buffa (komiczna) genialnego salzburczyka jest właśnie w duchu opowieści Formana – z pozoru lekka, wibrująca, w istocie piekielnie trudna technicznie, niezwykle erudycyjna i wymagająca, zarówno od orkiestry, jak i solistów. Trzeba charakteru, by podjąć się jej wystawienia, zważywszy, że przez 231 lat od jej wiedeńskiej premiery pokazały ją największe teatry muzyczne świata w niebywałych obsadach. A jednak, zespół Opery Nova zdecydował się uświetnić nią otwarcie XXIV Bydgoskiego Festiwalu Operowego (w Bydgoszczy „Wesele” było już zresztą pokazywane w 1979 r.). Słów zatem kilka o fabule „Le nozze di Figaro”, zaczerpniętej przez autora libretta, Lorenzo da Ponte, ze sztuki P. A. Beaumarchais. Pokojowi Zuzanna i Figaro przygotowują się do ślubu. Na piękną Zuzannę ma jednak chrapkę hrabia Almaviva, który co prawda zniósł w swych włościach prawo pierwszej nocy, ale dla Zuzanny gotów jest zrobić nieformalny wyjątek, przysparzając swą niewiernością cierpień nie tylko narzeczonemu pokojówki, ale i żonie. Ślub młodych zamierza też storpedować podstarzała gospodyni Marcelina, u której dług – w zamian za obietnicę małżeństwa – zaciągnął nieroztropny Figaro. Jest między nimi także kochliwy Cherubin, którego skłonność do płci przeciwnej ciągle wpędza w różne kłopoty… Jest wreszcie bezustanna komedia omyłek, klasyczne qui pro quo, które w prawdziwym życiu musiałoby doprowadzić do katastrofy, w operze komicznej niechybnie jednak przynieść musi happy end…

Bogu dzięki za wierność

Jako się rzekło, Mozart stawia wyzwania nie tylko muzykom, ale i śpiewakom. Realizacje jego oper wymagają, oprócz znakomitej wokalistyki, także talentów aktorskich. W Bydgoszczy (w obsadzie premierowej, jednej z trzech przygotowanych), z zadania tego świetnie wywiązały się panie – i to one zebrały po spektaklu najgorętsze brawa. Perfekcyjne głosowo sopranistki znakomicie odnalazły się w filmowej koncepcji reżysera, Wojciecha Adamczyka („Historia jak z telenoweli” – skomentowała towarzysząca mi młoda osoba). Musiała się podobać fertyczna Zuzanna (w tej roli Krystyna Nowak), świetnie „podgrywająca” rolę pokojówki. Bawił/bawiła rolą Cherubina Karolina Makuła, dramatyczny ton wniosła do opowieści hrabina Rozyna w kreacji Gabrieli Kamińskiej. I wokalnie, i teatralnie dotrzymywała im także kroku drugoplanowa Marcelina (Małgorzata Grela). W pojedynku głównych ról i głosów męskich – Figara (bas Janusz Żak) i hrabiego (baryton Sławomir Kowalewski) – postawiłabym jednak na tego drugiego, swobodniej, drapieżniej „czującego” scenę, choć „Wesele” daje w tej mierze miejsce do popisu obu bohaterom.

Nie byłoby sukcesu bydgoskiego przedstawienia, gdyby nie pozostali realizatorzy. Bogu dzięki za wiernie historyczny, choć sprawiający czasem kłopot aktorkom, kostium opery (genialnie przygotowany przez Marię Balcerek), ociekającą barokowym (czy wręcz rokokowym) złotem scenografię Marceliny Początek-Kunikowskiej. I na koniec wielkie brawa dla orkiestry, prowadzonej, także w zgodzie z prawykonaniem, przez Marcina Sompolińskiego.

Kogo można spotkać?

Inauguracja festiwalu operowego to też zawsze wydarzenie towarzyskie, często z aktualnymi podtekstami, wynikającymi nie tylko ze zmieniającego się garnituru VIP-ów w pierwszych rzędach. W swym wystąpieniu dyrektor Novej Maciej Figas, nawiązując do pierwszych, partyzancko-budowlanych scenerii festiwalu, zaprosił do obejrzenia „jeszcze ciepłych” wizualizacji czwartego kręgu opery, który – z pomocą funduszy samorządowych i unijnych – ma szansę po… półwieczu się ziścić. „Wesele Figara” bydgoskiego zespołu zostało zaprezentowane publiczności także w niedzielę. Tymczasem już dziś o 19.00 usłyszymy monumentalnego „Borysa Godunowa” Modesta Musorgskiego w realizacji Teatru Wielkiego im. St. Moniuszki w Poznaniu.

„Wesele z listy przebojów”
Ewa Czarnowska-Woźniak
Express Bydgoski nr 101
02-05-2017

 

Weselna fotografia

Świat podzielony jest na części jak kawałki weselnego tortu. Wokół niego gromadzą się goście i każdy z nich chciałby, zgodnie ze zwyczajem, otrzymać kawałek. Ale ten mozartowski tort zawiera w sobie niemało symboliki. Dzieli na operowej scenie na dwie części świat przedstawiony oraz ludzi w nim żyjących. Są panowie i poddani, pałace i chaty. Jest świat mężczyzn i kobiet. A miłość pomiędzy Figarem a Zuzanną jest jak dwa kawałki ciasta z ich figurkami, które zamiast być razem, na skutek intryg, mają trafić na talerze zupełnie innych konsumentów. Czyli hrabiego Almavivy oraz Marceliny. I podobnie jest z muzyką. Podzieloną na głosy męskie i żeńskie, dla których kompozytor zarezerwował inny rodzaj taktu oraz tonacje. Jest klawesyn i orkiestra. Ten pierwszy przypisany jest recytatywom, a orkiestra – ariom.
Pierre Beaumarchais w swoim dramacie „Szalony dzień, czyli wesele Figara”, a potem Lorenzo da Ponte w libretcie „Wesele Figara”, wiążą szlachetnie urodzoną parę z klasą niższą w burleskowych zawirowaniach i łapią ich w sieć wzajemnych powiązań. Ale potrzebny był jeszcze jeden artysta, a był nim Wolfgang Amadeusz Mozart, który wszystkie zdarzenia oraz postaci przetransformował w dźwięki.

Reżyser premierowej inscenizacji „Wesela Figara”, otwierającej 24. Bydgoski Festiwal Operowy, Wojciech Adamczyk znakomicie uchwycił istotę tej opery buffa oraz klimat epoki. Są więc zabawy, taniec, maskarady, przebieranki oraz intrygi. Jest i prawo pierwszej nocy. W zwariowanym od rana do wieczora dniu ślubu Figara oraz Zuzanny, odzwierciedla się znane powiedzenie Pierre’a Beaumarchais – „kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie”.

A wszystko to dzieje się w prawdziwie barokowo-rokokowej scenerii. Jej autorka, Marcelina Początek-Kunikowska idealnie oddała ducha epoki. Scenografia przedstawiająca wnętrza pałacu hrabiego Almavivy zachwyca bogactwem dekoracyjnym. Wysokie i ogromne ściany wyodrębniają linie proste. Jest i zachowana zasada panneaux, są lustra, bogata sztukateria, plafony. Zadziwia doskonałość formy w licznych elementach ornamentacyjnych. Marcelina Początek-Kunikowska motywem rocaille, zaskoczyła plastycznie widzów i przypomniała oryginalne formy tego wysublimowanego stylu. Elementy kwiatowe, liczne girlandy, owoce i rośliny utworzyły na scenie niezwykle plastyczny klimat. Jest pastelowo, delikatnie i nastrojowo. Buduar hrabiny Rozyny oraz gabinet hrabiego Almavivy to scenograficzne perełki. Nie można też pominąć artyzmu, i to w projekcie, jak i w wykonaniu dwóch ogromnych wiszących lampionów. W finale natomiast artystycznie urzeka sceneria ogrodu.

I w taką kolorystyczną przestrzeń, niczym na obrazach barokowych mistrzów, wpisani są główni bohaterowie, ubrani w stroje dworskie w stylu „fete galante” oraz odzienie przypisane służącym i wieśniakom, autorstwa Marii Balcerek. Wizualność tych scen dopełnia pojawiający się chór, ubrany w kostiumy pastersko-bukoliczne, typowe dla epoki baroku i rokoko. Sceny zbiorowe tego przedstawienia to swoistego rodzaju żywe obrazy epoki. Dopracowane artystycznie do najmniejszego detalu.

Lecz nie tylko strona wzrokowa tej opery stanowi o jej wyjątkowości. Muzyka i głosy solistów wynoszą ją na wyżyny artyzmu. Szczególnie muzyka. Orkiestra pod batutą maestro Marcina Sompolińskiego zademonstrowała szerokie spektrum jej interpretacji. Zobrazowała również w tym dziele nierozłączną całość libretta i muzyki. Pod batutą mistrza dźwięki charakteryzowały, zgodnie z intencją Mozarta, postaci, odzwierciedlając głównie ich emocje i miłosne ekscytacje. To muzyka wyraża pragnienie zemsty Figara na hrabim Almavivie, marzenia o miłości Zuzanny oraz hrabiny Rozyny, a także i erotyczne fantazje Cherubina.

Orkiestra Opery Nova towarzysząc muzycznie arii Cherubina, rozpisanej przez Mozarta na miękkie i subtelne dźwięki klarnetów, kojarzących się z kobiecością, stwarza ogromne napięcie pomiędzy dramaturgiczną koncepcją tej postaci jako mężczyzny. W rezultacie rodzi się wokół niego erotyka typowa dla hermafrodyty. Bardzo dobrze aktorsko w tej roli odnalazła się niezwykle utalentowana Karolina Makuła. Ta młoda artystka, laureatka wielu prestiżowych nagród, zademonstrowała tego wieczoru przede wszystkim swoje wyjątkowe zdolności wokalne. Aria „Voi che sapete che cosa è amor”, w drugim akcie, w jej wykonaniu zabrzmiała bardzo czysto i urzekła publiczność silnym głosem, za co została nagrodzona spontanicznymi brawami.

Z kolei Gabriela Kamińska, znana już bydgoskiej publiczności z tytułowej roli Halki w wystawionej kilka lat temu operze „Halka” Moniuszki, w reżyserii Natalii Babińskiej i tym razem uwiodła publiczność swą sceniczną kreacją. Jej hrabina Rozyna to wyrazista psychologicznie postać. A wykonanie cavatiny „Porgi, amor, qualche ristoro”, otwierającej akt II urzekło barwą głosu wyrażającą pragnienia kobiety związane z odwzajemnieniem miłości. Recytatyw „E Susanna non vien!” w akcie trzecim oraz następująca po nim aria „Dove sono i bei momenti” zauroczyły widzów. W brzmieniu jej sopranu usłyszeć można było najsubtelniejsze pokłady kobiecych emocji, „kołysane” wprost przez muzykę. I tutaj maestro Sompoliński znów udowadniał, jak bardzo dobrze czuje istotę mozartowskiej muzyki.

O tym, jak bardzo arie tej opery wyrażają uczucia czy tęsknoty wobec innych osób, przekonuje również Janusz Żak w roli Figara. Zanim jednak porwał publiczność arią „Non più andrai, farfallone amoroso” skierowaną do Cherubina, w duetach z Zuzanną w akcie I, świetnie wyczuwa rytmiczną zwięzłość i taneczną melodykę, która jest niczym lustro dla jego beztroskich emocji. Już w tej scenie artysta definiuje się jako spontaniczny i wyrazisty charakter. Żak dysponujący głębokim i przyjemnie brzmiącym barytonem urzekał w każdej arii. Niezaprzeczalnym atutem tego artysty są również bardzo dobre predyspozycje aktorskie oraz sceniczny urok osobisty.
I Zuzanna! W tej kreacji znakomita Krystyna Nowak. Pokazuje ciekawymi środkami aktorskimi jak ogromny ma dystans do bycia służącą hrabiny Rozyny. W akcie II jakże interesująco ilustruje głosem, śpiewając arię „Venite… inginocchiatevi” emocje towarzyszące przebieraniu Cherubina w kobiece szaty. Jak interesująco buduje komediowy klimat tej sytuacji. I jak pięknie wykorzystuje swe możliwości głosowe! I czwarty akt. Z jaką subtelnością operuje barwą głosu w arii „Deh, vieni, non tardar, o gioia bella”, zwanej też „arią różaną”, by oddać miłość wobec Figara i uczucia związane z oczekiwaniem na jego przyjście. Z pewnością rola Zuzanny na długo pozostanie w pamięci publiczności.

I hrabia Almaviva! Występujący w tej roli Sławomir Kowalewski skonstruował niezwykle wyrazistą postać. Doskonały aktorsko w zdarzeniach scenicznych. Wspaniale wyrażający emocje. Zdecydowany w swoich postanowieniach. Niechętnie odstępujący od swych planów. To hrabia przekonany o swej pozycji. Ale żeby stworzyć tak bogatą psychologicznie postać, Sławomir Kowalewski wykorzystał swoją cudowną broń, jaką jest jego głos. Jego baryton ma moc stwarzania na scenie prawdziwej siatki emocji utkanej z niespotykanych odcieni oraz silnego brzmienia, o czym przekonała widzów aria „Vedrò, mentr’io sospiro” w akcie trzecim.

Spektakl zakończył się puentą w postaci ogromnej złotej ramy, która ujęła razem, niczym na fotografii, wszystkie postaci z wesela Figara. Jakby zesłana z góry, opuściła się bowiem w dół sceny, by wszystkich sportretować. Była jak chwila refleksji. Jak nostalgia za czasami, kiedy wszyscy byli razem, zjednoczeni określonym celem. Jak fotografia, którą stawia się na półce, by przypominała o szczęśliwym wydarzeniu. I jak pamiątka minionej epoki.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
29 kwietnia 2017

 

Z Mozartem do łóżka

„Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Wojciecha Adamczyka w Operze Nova w Bydgoszczy na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Wiktoria Raczyńska w portalu Bydgoszcz Inaczej.

Wojciech Adamczyk, reżyser „Wesela Figara”, które zainaugurowało XXIV Bydgoski Festiwal Operowy, mówił że stawia na tradycję. Ale to tylko pozory, bo wartka akcja i niebywale aktualne dialogi, to wciągają widza w świat rokokowego, rozpustnego życia dworu, to znów wyciągają na światło dzienne najbardziej wstydliwe miłosne męsko-damskie knowania, po usłyszeniu których miłośnicy opery dyskretnie wiercą się w swoich fotelach.

Jakże niewiarygodne wydaje się, że Wolfgang Amadeusz Mozart tę operę buffa napisał 231 lat temu. Ostatnią kropkę w partyturze „Wesela Figara” postawił dokładnie 29 kwietnia 1786 roku. Reżyser uprzedzał, że wykonań „Wesela…” było już na świecie tak wiele, że każda następna propozycja uwspółcześniania i, jak się wyraziła Maria Balcerek, kostiumolog, robienia z niego „Odysei kosmicznej 2017” byłaby już tylko powielaniem pomysłów. Na szczęście, jak to zwykle bywa z największymi dziełami, one bronią się same, a rolą jego realizatorów jest tylko dopilnować, aby orkiestra, soliści i chór tego odbioru nie popsuli.

Najbardziej ryzykowne wydawało się obstawienie „Wesela…”, zresztą zgodnie z tradycją, solistami bardzo młodego pokolenia. Co ciekawe, to właśnie ich świeżość, nieskalana jeszcze operowymi manierami studencka spontaniczność, pozwoliły przeprowadzić mozartowską, iście szelmowską miłosną intrygę w sposób, który bydgoska publiczność pokochała. Co rusz na sali dał się słyszeć wybuch gromkiego śmiechu mężczyzn, gdy na scenie soliści śpiewali o prawdziwej naturze dam i przyciszony chichot kobiet, gdy te na scenie odpowiadały na drobne przytyki panów. A to wszystko w scenerii Marceliny Początek-Kunikowskiej dopracowanej z zegarmistrzowską wręcz precyzją.

Już w pierwszym akcie od Bartola, sevillskiego lekarza i przyjaciela Marceliny, której Figaro w zamian za pożyczkę obiecał swego czasu zwrot długu, a co gorsza ożenek, w arii „La vendetta, oh, la vendetta!” dowiadujemy się, że „zemsta (…) jest rozkoszą dostępną mądrym. Zapomnieć zniewagi i obrazy jest rzeczą prostacką i nikczemną. Dokonać zemsty można tylko przebiegłością i przenikliwością, rozsądkiem… rozeznaniem…”. I tak Mozart wprowadza nas w świat intryg, które trudno opisać i za którymi trudno nadążyć, a tak często zdarzają się nam na co dzień.

A tę operę przecież właśnie dlatego tak dobrze się ogląda i jeszcze wnikliwiej słucha, bo skojarzeń z czasami, w których przyszło nam dzisiaj żyć, odnajdujemy w tym dziele bez liku. Pierwsze nieśmiałe jeszcze wybuchy śmiechu publiczności dają się słyszeć w scenie, w której podstarzała Marcelina przepycha się w drzwiach z Zuzanną, narzeczoną Figara, gdzie obie śpiewają „Via resti servita, madama brillante”, a następnie Zuzanna ripostuje „Uciekaj, stare czupiradło, przybierające zarozumiałe pozy tylko dlatego, że przeczytałaś ze dwie książki i dręczyłaś moją panią za czasów jej młodości”.

Jedną z najbardziej komicznych scen jest niewątpliwie ta, gdy Zuzanna mdleje, aby ukryć, że zanim do pokoju wszedł Hrabia Almaviva, ukryła pod sukienką na fotelu kochliwego Cherubina. Zarówno Hrabia, jak i Basilio, jej nauczyciel muzyki, który właśnie nadszedł, łapią mdlejącą Zuzannę, prześcigając się w kładzeniu głowy na jej piersi i sprawdzaniu czy serce jej bije miarowo „Ach, zemdlało biedactwo! Boże, jakże bije jej serce!”. I gdy po chwili Hrabia odkrywa Cherubina, a Basilio kwituje to krótkim „Wszystkie kobiety są takie same! Nic nowego pod słońcem!”, przez salę przebiega pierwszy złowieszczy pomruk, jakby protestu.

Trzeba przyznać, że tego dystansu i komiczności w postawie Zuzannie (Krystyna Nowak) nie brakuje. Brakuje za to odrobinę zwiewności i seksapilu, który podczas próby generalnej miała Marta Ustyniak, a którą miejmy nadzieję, dla porównania, zobaczymy kiedyś w tej roli. Figaro (Janusz Żak) z tej zawiłej fabuły, nagłych zwrotów akcji i w rezultacie odnalezienia rodziców, dawno utraconych w wyniku porwania, wywiązuje się doskonale, choć zdecydowanie zarówno on, jak i Zuzanna większej pewności siebie nabierają po przerwie, kiedy pierwsze emocje opadają – głosy stają się mocniejsze, bardziej wyraziste, w duetach i kwartetach z Hrabiną (Gabriela Kamińska) i Hrabią (Sławomir Kowalewski) brzmią niebywale przejmująco i wiarygodnie.

Sama Hrabina Rozyna doskonała jest właśnie w akcie III w arii „Dove sono i bei momenti”. „Gdzie są piękne chwile słodyczy i rozkoszy? Gdzie podziały się przysięgi, które kłamliwie składał? Dlaczego mimo że łzami i bólem wszystko się dla mnie skończyło, pamięć o tym szczęściu wciąż tkwi w mojej piersi?”. I trzeba przyznać, że to drugi taki moment, gdy słychać lekki szelest sukien wśród widowni. Wcześniej, jeszcze w akcie II, w fotel wbija rozmowa Hrabiny z Zuzanną, gdy ta żali się swojej garderobianie, że „ten okrutnik już jej nie kocha!”, na co Zuzanna zastanawia się, „dlaczego jest więc taki zazdrosny?”. Na co Hrabina, jakby patrząc mężczyznom na sali oskarżycielsko prosto w twarz, wyśpiewuje przy akompaniamencie klawesynu, że ten „jest podobny do wszystkich dzisiejszych mężów! Z zasady niewierny, z natury zmienny, a tylko przez dumę zazdrosny”. Pierwsze biją brawo panie. Robi się naprawdę komicznie.

Figaro, chcąc pomóc Hrabinie odzyskać utraconą miłość jej męża, przekonać się do stałości uczuć Zuzanny, pomagając nieroztropnemu Cherubinowi, którego Hrabia wysłał do służby do Sevilli, jednocześnie poszukując swoich arystokratycznych korzeni, przyjmuje na siebie niejeden cios – i to dosłownie. Najpierw obrywa od Zuzanny, która widzi go wtulonego w objęciach Marceliny, nie wiedząc, że ta okazuje się być jego matką, a Bartolo ojcem. Zastając ich tak krzyczy w jego stronę: „Wielki Boże, co za niewierność! Puść ją, draniu!”, a gdy ten próbuje jej wszystko wytłumaczyć, napotyka jej rękę na swoim policzku. „Tego posłuchaj” – krzyczy Zuzanna. W akcie IV, „chcąc pomścić wszystkich mężów”, ciosów przyjmuje już bez liku. Wściekły, swój gniew wyładowuje w arii „Aprite un po' quegl’occhi”. „Otwórzcie oczy, mężczyźni nieostrożni i nierozsądni, spójrzcie na te kobiety, zobaczcie, czym one są. Okrzyknięte boginiami, gdy rozpalają wasze zmysły, otrzymujące hołdy składane przez otumanionych” najpierw obrywa od Hrabiego, który chce uderzyć Cherubina, potem od Hrabiny, którą udaje Zuzanna, potem od Zuzanny, którą udaje Hrabina… – a może w odwrotnej kolejności – jak sami państwo widzą, fabuła jest niezwykle zagmatwana. Za to trzyma w napięciu do końca i „ten dzień cierpień, kaprysów i szaleństw, szczęściem i radością tylko miłość może zakończyć”.

Są też takie momenty w „Weselu Figara”, że mimo swojej wielowątkowości, można na chwilę przymknąć oczy, nic nie tracąc, a zyskać coś znacznie ważniejszego – czysty jak łza, ulotny jak szczęście, frywolny jak myśl, niedościgniony jak talent Mozarta – dźwięk. Maestro Marcin Sompoliński wraz z orkiestrą Opery Nova dokonał czegoś fantastycznego – opowiedział nam tę barokową telenowelę, bez „wielkopanieńskiego” zadęcia, bez rywalizacji dźwięku ze słowem, podpierając każdą emocję solistów i chóru odpowiednim instrumentem. Dzięki jego dyrygenckiej mądrości, Mozart współistniał na scenie, dając nam szansę docenić go na nowo w jego tradycyjnej (czy oby na pewno) postaci. A gdy się już oczy otworzyło i dostrzegło te przebogate złocenia, pikowane turkusem meble, malowidła zawierające „cytaty” z bukolicznego Watteau, frywolnego Fragonarda, zmysłowego Bouchera (Marcelina Początek-Kunikowska) i kostiumy – surduty, stroje myśliwskie, ukwiecone kapelusze z szarfami (Maria Balcerek) natychmiast na myśl przychodziło pytanie, ile pracy kosztowało ich przygotowanie. I mimo że przez takie przebogate i dopracowane stroje chór miał, choćby podczas fandango, utrudnione zadanie, to absolutnie nie było tego po nim widać i Zofia Rudnicka niepotrzebnie się tak martwiła.

To jedna z niewielu oper tak wiarygodnie zagranych teatralnie. I dowód na to, że opera komiczna nie musi wcale być archaiczna. Może wciągać, wzruszać, budować napięcie – w niektórych domach po jej obejrzeniu bardziej niż w innych. Może też moralizować, uczyć, grozić palcem… I wciąż nurtuje mnie pytanie, czy ja byłam bardziej na sztuce teatralnej otulonej muzyką Mozarta, czy na operze Mozarta z ciekawie poprowadzoną fabułą. Czy to zasługa Wojciecha Adamczyka, czy może samego Mozarta? I czy to w sumie ma znaczenie skoro było po prostu… pięknie.

„Z Mozartem do łóżka”
Wiktoria Raczyńska
www.bydgoszczinaczej.pl
Link do źródła
04-05-2017

 

Wesele Zuzanny z Figaro u boku

„Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Wojciecha Adamczyka w Operze Nova w Bydgoszczy na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Alicja Polewska w Gazecie Pomorskiej.

Sobotnia premiera otworzyła XXIV Bydgoski Festiwal Operowy. Dyrektor Maciej Figas nie stanął tym razem za pulpitem dyrygenckim, ale swoim zwyczajem powitał gości ze sceny, mimowolnie wprowadzając w atmosferę comedia buffa (jak to ujął sam Mozart w katalogu swoich dzieł), zapraszając na „Wesele Figasa”.

Po 38 latach „Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta wróciło na deski bydgoskiej opery. Można powiedzieć – nareszcie! Warto jednak było czekać, bo od razu przyznam, że bydgoska realizacja porwała mnie i urzekła.

Z pewnością to zasługa muzyki; tak dobrze znanej, że wykorzystywanej nawet w dzwonkach telefonicznych. Trzeba jednak też przyznać, że sposób, w jaki do tej opery komicznej podszedł Wojciech Adamczyk (a przypomnę, że rok temu także on przygotował na bydgoskiej scenie „Księżniczkę czardasza”) sprawił, że premierowy wieczór upłynął w bardzo przyjemny sposób.

Na pierwszy plan wysunęła się już od początkowych scen Krystyna Nowak w roli Zuzanny. Grała brawurowo, chwilami na granicy możliwości zarówno aktorskich, jak i wokalnych, ale dzięki temu jej postać była rzeczywista i… mało operowa! Aż szkoda, że przez tak krótki czas dotrzymał jej kroku tytułowy Figaro w wykonaniu Janusza Żaka. Szło naprawdę dobrze, aż do sławnej arii „Nie będzie już, kochliwy motylku…”, którą bydgoski Figaro zaśpiewał solidnie, ale nie porwał, nie wygrał. Muszę jednak przyznać, że w trzecim i czwartym akcie Janusz Żak się odnalazł, tym bardziej że dane mu było stanąć w szranki ze Sławomirem Kowalewskim w roli Hrabiego Almaviva.

Głosy są mocną stroną tej realizacji. Świetnie obsadzona Karolina Makuła jako Cherubin, Szymon Rona w podwójnej roli Basilio/Don Curzio czy Łukasz Jakubczak jako Bartolo.

Mozartowskie „Wesele Figara” nie daje wielu okazji do zaprezentowania się naszemu chórowi. To jednak nie problem, można przecież nie tylko śpiewać, ale i tańczyć. Tak właśnie zdecydował reżyser Wojciech Adamczyk i choreografka Zofia Rudnicka.

Słowa uznania należą się także Marcelinie Początek-Kunikowskiej, która stworzyła piękną scenografię, wieńcząc scenę finałową wielkich rozmiarów ramą, w której wszyscy aktorzy opery komicznej znaleźli się niby na obrazie któregoś ze starych mistrzów. Maestrii ruchów i wyrazowi scen dodawały także urody kostiumy Marii Balecerek.

Mozart to czysta muzyka. Wspaniała muzyka, lekka, a przecież bogata. Bydgoska orkiestra prowadzona przez Marcina Sompolińskiego pokazała, że dobrze się czuje w jej charakterystycznej linii melodycznej, jednak nie dała pełnego wyrazu swoich możliwości; a przecież kilka lat temu świetnie się popisała w „Cyganerii” prowadzona wówczas przez Andrzeja Knapa. Niektórzy uważali, że przykryła swoim brzmieniem śpiewaków. Jeśli tak było wówczas, to tym razem głosy były zdecydowanie górą!

Opera Nova mimo nazwy ma już swoje lata. I ciągle nowe potrzeby, choćby porządnego parkingu. Wspomniał o tym dyr. Figas, prezentując w foyer wizualizację czwartego kręgu, który od strony rzeki miałby zamknąć bryłę budynku, a pomieściłby podziemny parking na co najmniej 200 aut.

To pieśń przyszłości. Tymczasem przed nami jeszcze sześć festiwalowych wieczorów.

„Wesele Zuzanny z Figaro u boku”
Alicja Polewska
Gazeta Pomorska nr 101
02-05-2017

 

TYGODNIK BYDGOSKI

Nowe szaty Figara [RECENZJA]

KULTURA  3 maj 18:11 | Admin

16

 

,,Wesele Figara” sztuką rewolucyjną? Wielu współczesnych widzów może ten fakt przyjąć z niedowierzaniem. Z dzisiejszej perspektywy opowieść o charyzmatycznym słudze, który wywodzi w pole swojego pana, wygląda po prostu na błyskotliwą komedię pomyłek z szczęśliwym zakończeniem.

Jednak kiedy dramat Beaumarchais miał swoją premierę w 1784 roku, wzbudził wiele kontrowersji wśród europejskich XVIII-wiecznych elit. Napoleon Bonaparte powiedział później, że to ,,Rewolucja już w czynie”. Tym, co wzburzyło salony, było prześmiewcze ukazanie wad arystokracji, święcie przekonanej o swoich przywilejach. Figaro stał się bohaterem ludu, który później zdobył przecież Bastylię…

Opera Mozarta powstała na podstawie znanej sztuki. Jej wymowa jest o wiele łagodniejsza, co wynikało z zaleceń cesarza Józefa II. Władca Austrii chciał uniknąć  ewentualnych niepokojów w społeczeństwie. Muzyczne ,,Wesele Figara”, którego libretto napisał Włoch Lorenzo Da Ponte, zostało zaprezentowane w 1786 roku w Wiedniu. Okazało się wielkim sukcesem. Jego popularność trwa do dziś – jest ono obecne w repertuarze niemal każdej opery.

Nie dziwi zatem, że do klasycznej sztuki powróciła bydgoska Opera Nova. Premiera inscenizacji w reżyserii Wojciecha Adamczyka zainaugurowała XXIV Bydgoski Festiwal Operowy. Twórcy postanowili nieco cofnąć w czasie akcję ,,Wesela…”. Rozgrywa się ono w scenografii przygotowanej przez Marcelinę Początek-Kunikowską. Dekoracje nawiązują do sztuki baroku (okresu rokoko). Najpierw publiczność widzi pokój Figara i Zuzanny, którego ściany zdobione są kwiecistymi ornamentami, zza okna wyłania się fragment pejzażu rodem z obrazów Watteau. W II akcie w sypialni Hrabiny stoi olbrzymie łóżko, przysłonięte aksamitnymi zasłonami. Wielkie okiennice stanowią tło w scenie salonowej trzeciej części. Wreszcie w ostatniej odsłonie widownia może podziwiać szpalery w ogrodzie utrzymanym w stylu francuskim.

Zwraca uwagę wyczulenie scenografki na historyczne detale, widoczne w różnych elementach dekoracji. Wtóruje jej Maria Balcerek, której kostiumy pokazują cały przekrój obowiązujących wtedy elementów ubioru: uniesione w górę peruki, suknie z krynoliną, rozmaite pasmanterie, buty na obcasie, wamsy i inne smaczki. Wizualna strona bydgoskiego ,,Wesela Figara” jest jej najmocniejszym punktem.

Twórcy są wierni oryginalnemu librettu, dlatego akcja rozwija się zgodnie ze znanym schematem. Na pierwszy plan wybijają się kreacje pań: Krystyna Nowak jako Zuzanna jest silną i energiczną kobietą. Potrafi uwodzić słowem oraz gestem, ale zarazem dużo w niej bezczelności, co pokazuje w scenie przedrzeźniania Marceliny. Świetny występ podkreśla dobrze wykonana aria z II aktu. Objawieniem przedstawienia jest Cherubin Karoliny Makuły. Młodziutka aktorka wydobywa z niego całą naiwność i witalność, charakteryzującą sylwetkę nastoletniego Casanovy. Przekłada się to na grę ciałem, kiedy Cherubin ,,uczy się” chodzić jako… kobieta. Hrabina (Gabriela Kamińska) zwraca uwagę przede wszystkim skrywanym smutkiem odsuniętej kobiety, ale i pewną dostojnością. Niestety, mało wyraziście wypada Janusz Żak jako tytułowa postać. Jego Figaro ma w sobie zbyt mało charyzmy, jaką powinien charakteryzować się ten bohater. Nadrabia to sprawnym wykorzystaniem swojego donośnego basu, zwłaszcza w trzecim akcie. Hrabia Sławomira Kowalewskiego odznacza się silną ekspresją i pewnością siebie, która zostaje złamana w finale widowiska. Udany epizod stworzył Szymon Rona jako jąkający się Don Curzio.

Świetnie radzi sobie orkiestra Opery Nova pod batutą Marcina Sompolińskiego. Muzycy wiernie odtwarzają niełatwą partyturę Mozarta, opierającą się na licznych powtórzeniach. Soliści chwytają ten rytm: ozdobą widowiska są arie ,,Non piu andrai” czy ,,Voi che sapete”. Dokładną synchronizację muzyki i głosu słychać zwłaszcza w wykonywanym przez śpiewaków sekstecie. Partie wykonywane przez chór dynamizują cały spektakl.

Reżyser Wojciech Adamczyk stworzył swoistą baśń. Podkreślił sceny komiczne z nieśmiertelnym qui pro quo. Do klasyki podszedł z pełnym szacunkiem, skupiając się na podkreśleniu czystego piękna zawartego w operze Mozarta. Bydgoskie ,,Wesele Figara” jest przedstawieniem solidnie wykonanym pod względem muzycznego i reżyserskiego warsztatu. Ta tradycyjność nie jest przesadnie odkrywcza, zasługuje jednak na uznanie. ,,As you like it”, jak pisał pewien angielski dramaturg.

Szymon Spichalski

 

TVP 3 BYDGOSZCZ „WESELE FIGARA” NA OTWARCIE BYDGOSKIEGO FESTIWALU OPEROWEGO

Publikacja: 30 kwietnia 2017, 21:08Autor: Urszula Guźlecka

 

Dobra zabawa i piękne widowisko muzyczne – tak najkrócej można opisać premierowy spektakl „Wesele Figara” Mozarta, który w sobotę wieczorem otworzył 24. Bydgoski Festiwal Operowy. To pierwszy z siedmiu tytułów, które znalazły się w repertuarze tegorocznego festiwalu. Burza oklasków po trzygodzinnym przedstawieniu, przygotowanym przez zespół Opery Nova, była wyrazem uznania dla realizatorów i bardzo młodych wykonawców.

„Wesele Figara” Mozarta należy do pieciu najczęściej wystawianych oper na świecie. A jednak w repertuarze bydgoskiej sceny operowej nie gościło blisko 40 lat. Najnowsza inscenizacja w reżyserii Wojciecha Adamczyka, przeniosła widzów do pałacu XVIII-wiecznej arystokracji hiszpańskiej i od pierwszych minut zwróciła uwagę wiernością partyturze kompozytora oraz tempem akcji scenicznej. – Mozart rzeczywiście niezwykle opisał muzycznie tych bohaterów, ich emocje, ich relacje, zmienność tych relacji. W scenach zbiorowych ujawnił ogromny talent dramaturgiczny – podkreśla Wojciech Adamczyk.

„Wesele Figara” to pierwsza opera, w której na pierwszy plan wysuwają się służący a nie arystokracja. Wśród znakomicie zarysowanych postaci – jako pokojowiec Hrabiego – Figaro i jego narzeczona Zuzanna, o której względy zabiega Hrabia Almaviva. – Figaro panuje nad wszystkim, jest mistrzem sytuacji. Nad jedną sprawą nie jest w stanie zapanować. I tą sprawą jest jego własna narzeczona. Nie jest w stanie przewidzieć, jak ona się zachowa – opowiada Janusz Żak, odtwórca postaci Figara. – „Wesele Figara” jest historią o kobietach i o tym jak one manipulują intrygami różnymi, załatwiają tam jakieś swoje sprawy – mówi Krystyna Nowak, odtwórczyni postaci Zuzanny.

Kierownictwo muzyczne – pełnego zwrotów akcji spektaklu – sprawował Marcin Sompoliński, specjalista od muzyki Mozarta. Bydgoska inscenizacja „Wesela Figara” okazała się przedstawieniem bardzo wysmakowanym pod względem scenografii i kostiumów co sprzyjało śledzeniu perypetii miłosnych bohaterów. Owacyjne przyjęcie przez publiczność wskazuje na to, że spektakl będzie jednym z przebojów repertuarowych bydgoskiej opery.

 

Trudne gry w kostiumie

„Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Wojciecha Adamczyka w Operze Nova w Bydgoszczy na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Jacek Marczyński w Rzeczpospolitej.

Wystawne „Wesele Figara” na początek wielkiego festiwalu w Bydgoszczy.

Równie bogate wesela bywają dzisiaj w życiu, ale nie na scenie. W czasach gdy większość inscenizacji rozgrywa się na tle trzech surowych ścian za to z użyciem skomplikowanej gry świateł i wizualizacji, bydgoska Opera Nova wykonała dla arcydzieła Mozarta zestaw imponujących dekoracji, inny dla każdego z czterech aktów.

Widz ogląda wykreowane z pietyzmem wnętrza rokokowego pałacu, tudzież jego ogród (scenografka Marcelina Początek-Kunikowska). A bohaterowie noszą stylowe stroje o wyszukanej fakturze tkanin, jakie dla teatru potrafi wynaleźć tylko Maria Balcerek.

Gospodarz musi jednak zaprezentować się godnie. A tą premierą Opera Nova zainaugurowała Bydgoski Festiwal Operowy. Jej dyrekcję należy podziwiać za upór, z jakim od prawie ćwierć wieku organizuje unikalną imprezę. Bardzo rzadko ktoś porywa się na sprowadzenie choćby jednego spektaklu innego zespołu (wiadomo, koszty!), a w Bydgoszczy co roku na przełomie kwietnia i maja można zobaczyć, co ciekawego w ostatnim sezonie zdarzyło się na scenach w kraju i za granicą.

Sama Opera Nova preferuje teatr tradycyjny, od inscenizacyjnego nowatorstwa bardziej ceni się tu profesjonalizm lub wręcz pietyzm, czego dowodem jest „Wesele Figara”. Reżyser Wojciech Adamczyk uważnie przeczytał nie tylko śpiewane kwestie, ale też tzw. didaskalia. Wszystko w spektaklu układa się zatem w całość, bardziej logiczną niż w przedstawieniach wielu innych reżyserów.

Czegoś jednak zabrakło, jeśli „Wesele Figara”, słusznie zaliczane do komediowych arcydzieł, ma naprawdę bawić. Gdzieś ulotniły się wdzięk oraz lekkość rokoka, nie ma też i odrobiny dystansu niezbędnego, by XVIII-wieczna opowiastka o służących, którzy są sprytniejsi od hrabiny i hrabiego, mogła śmieszyć współczesnego widza.

W „Weselu Figara” jest wciąż taki potencjał, zwłaszcza gdy odkryje się ukrytą w nim finezję erotycznych gier. Mozarta nie się jednak wystawić z pietyzmem, jeśli wykonawcy nie będą umieli sobie poradzić z kostiumem z epoki. Obsada spektaklu jest młoda (to atut), ale z racji wieku nie bardzo umie się odnaleźć zarówno w tym, co zaprojektowała Maria Balcerek, jak poczuć styl, a przede wszystkim elegancję epoki, w której uczuciowe sidła zastawiało się często, chętnie, ale i z gracją.

Mozartowski duch unosił się nad sceną głównie za sprawą orkiestry prowadzonej przez Marcina Sompolińskiego. Wokalnie wyróżniała się Krystyna Nowak (Zuzanna), a także – co warte podkreślenia – dwoje studentów: Karolina Makuła (Cherubin) i Łukasz Jakubczak (Bartol).

W programie XXIV Bydgoskiego Festiwalu Operowego znalazły się też dwa najciekawsze polskie przedstawienia minionego sezonu: „Borys Godunow” Musorgskiego (Teatr Wielki w Poznaniu) i „Dokręcanie śruby” Brittena (Opera na Zamku w Szczecinie) oraz „Poławiacze pereł” Bizeta (Opera Wrocławska) i musical „Młody Frankenstein” (Teatr Rozrywki w Chorzowie).

Litewski Teatr Opery i Baletu z Wilna przyjeżdża ze spektaklem o Edith Piaf, a Moskiewska Opera Kameralna z „Bystronogim” skomponowanym przez Władymira Kobekina według opowiadania Lwa Tołstoja. Festiwal potrwa do 14 maja.

„Trudne gry w kostiumie”
Jacek Marczyński
Rzeczpospolita nr 101 online
Link do źródła
02-05-2017

 

Wesele Figara – 29.4.2017 Opera Nova

„Wesele” się udało – i scena i widownia świetnie się bawiły. Wojciech Adamczyk sprawnie wyreżyserował spektakl delikatnie cofając zegar – scenografię mieliśmy stylizowaną na rokoko, jednak nie wpłynęło to na zawartość opowiadanej historii. Szczególne gratulacje ode mnie dla Marii Balcerek za fantastyczne kostiumy!

Maciej Figas postawił po raz kolejny na bardzo młodych artystów, co dało przedstawieniu efekt świeżości, lekkości. Pierwsze wrażenie, kiedy podnosi się kurtyna i widzimy głównych bohaterów, czyli Figara (Janusz Żak) i Zuzannę (Krystyna Nowak) to „Jacy oni piękni oboje!”. Janusza Żaka dobrze zapamiętałam z Opery Bałtyckiej, gdzie jako filozof Colline wzruszająco żegnał się ze swoim płaszczem a wczoraj po raz kolejny pokazał, że ma naturalny wdzięk i przeuroczo sobie radzi z aktorskimi wyzwaniami. Ładnie zaśpiewana rola; do tego, żebyśmy wpadli w bezgraniczny zachwyt jeszcze trochę brakuje, ale oby tak dalej!

Krystyna Nowak, temperamentna Zuzanna, to czysta radość słuchania i oglądania. Lubię jej krystaliczny sopran, mam wrażenie, że dobrze czuje mozartowską stylistykę i ta postać „dobrze jej leży”.

Hrabia Almaviva zazdrośnik i podrywacz sympatii budzić nie powinien, ale co począć gdy śpiewa go Sławomir Kowalewski? Nie można nie polubić.  Aria „Vedrò” pokazała i walory jego głosu i bardzo dobrą technikę wykonania. Pozytywne jest też to, że nie trzeba dziwić się podbojom miłosnym Almavivy i temu, że żona wciąż jest w nim zakochana, mimo jego „skoków w bok”.

Hrabina Rozyna (Gabriela Kamińska) pozostawała trochę w cieniu tak wyrazistych aktorsko i wokalnie postaci, natomiast na scenie błyszczał Cherubin. Gdy dobrze pomyśleć paź to młodsze wcielenie Almavivy i postać charakterologicznie koszmarna, jednak filigranowa Karolina Makuła była po prostu słodkim łobuzem. Sądząc po gorących oklaskach podbiła serce publiczności a to przecież debiutantka i jak się przypadkiem dowiedzieliśmy jeszcze studentka V roku! „Voi che sapete” wykonane z klasą było bardzo jasnym punktem wieczoru.

Co ciekawe Bartolo i Marcelina, zazwyczaj dosyć groteskowa i żałosna para, tutaj byli śmieszni, ale i jakoś szlachetni zarazem. Myślę, że to za sprawą naprawdę pięknych głosów Łukasza Jakubczyka i Małgorzaty Greli. Pochwalić także trzeba w malutkich drugoplanowych rolach Jakuba Zarębskiego (Antonio) i Hannę Okońską (Barbarinę).

To co mogłabym podpowiedzieć reżyserowi, to to, że przy tak podobnych do siebie fizycznie śpiewakach – Zuzanna i Rozyna wyglądały jak siostry a Figaro i Almaviva jak bracia – i akcji tak obfitej w przebieranki,  bardziej należałoby podkreślić moment zamiany ról. A może rozwiązaniem byłaby mapa lub ulotka z wykresem zamian, bo niektórzy się gubią 😉

 

Wróżę temu przedstawieniu sukces frekwencyjny. Miło by też było, gdyby tak jak na premierze, na każdym kolejnym „Weselu” goście byli częstowani pysznym tortem („Cassis” to był chyba z pewnej znanej ostatnio nie tylko z wypieków cukierni – czekoladowy, z chrupkim spodem, owocowym kremem i porzeczkami) – niechby bilety były nawet trochę droższe, ale ma się miłe wrażenie, że jesteśmy na przyjęciu u państwa młodych …

 

Autor: Opera on Sofa 16:20 niedziela, 30 kwietnia 2017

 

Mozart w barokowej ramie

„Wesele Figara” Wolfganga Amadeusza Mozarta w reż. Wojciecha Adamczyka w Operze Nova w Bydgoszczy na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Anita Nowak.

Już po raz drugi Bydgoski Festiwal Operowy zainaugurowany został przedstawieniem wyreżyserowanym przez Wojciecha Adamczyka. W 2015 roku była to rewelacyjna inscenizacja „Księżniczki Czardasza”, 29 kwietnia 2017 „Wesele Figara”.

Akcja napisanego na podstawie sztuki Pierre’a Augustyna Beaumarchais libretta obfitująca w karkołomne zwroty zdarzeń, skomplikowane intrygi i przebieranki qui pro quo z pewnością ekscytowała osiemnastowieczną publiczność.

Współczesny widz fascynuje się raczej perfekcyjną symbiozą słów z dźwiękami. Bo to jest w „Weselu Figara” majstersztyk. Raczej niespotykany u innych kompozytorów. Zwłaszcza późniejszych epok. Mozart stworzył dzieło arcy- na tym polu -precyzyjne. Każdej sylabie przypisane jest określone brzmienie. Emocje bohaterów dokładnie zafiksowane są więc na pięciolinii, powściągając ewentualnie nadmierną ekspresję bohaterów, powstrzymując ich przed wychodzeniem poza sztywne ramy partytury, niczym metalowe stelaże osiemnastowiecznych kostiumów ograniczające ruchy aktorów.

Choć akcja tej opery buffa rozgrywa się w salonach i buduarach, jej bohaterami są przedstawiciele dwóch światów- arystokracji i plebsu. Ich rozróżnieniu służą w różnych taktach zapisane muzyczne frazy; np. arie Hrabiny i Hrabiego skomponowane w taktach 2/4 i 4/4, a służących i innych postaci z ludu na i 6/8. Zróżnicowane są też w tonacjach partie żeńskie i męskie.

Jak przystało na operę epoki baroku, ariom towarzyszy orkiestra, recytatywom zaś klawesyn. I w bydgoskim przedstawieniu wszystko usystematyzowano jak w mechanizmie szwajcarskiego zegarka. Idealna jest synchronizacja warstwy muzycznej z wokalną.

W trakcie sobotniej premiery wokalnie i aktorsko najciekawiej zaprezentowała się Krystyna Nowak w postaci Zuzanny. Zniewalająca pięknym, mocnym sopranem, zwłaszcza w arii „Venite inginocchiatevi” z II aktu. Roziskrzona komicznym genre’m jako błyskotliwa i przebiegła służąca Hrabiny, ale też i potem przebrana za damę pokazała szeroki wachlarz środków aktorskich.

Z postaci męskich na czoło wybijał się Sławomir Kowalewski, jako Hrabia Almaviva. Olśniewająco zabrzmiał jego głęboki baryton w przepięknej D- durowej arii „Vedro, mentr’io sospiro” z III aktu wykonywanej z towarzyszeniem obojów, trąbek, kotłów.

Do ciekawszych muzycznie momentów przedstawienia należy aria „Non piu andrai” z pierwszego aktu, w której Figaro roztacza przed Cherubinem wizję życia w wojsku. Muzyka idealnie ilustruje tu słowa. I w tym spektaklu instrumentaliści znacząco przydali barw słowom.

Ponieważ głównymi bohaterami tej opery są bardzo młodzi ludzie, aby zachować wiarygodność dramaturgiczną i wierność librettu, części obsady szukano wśród najzdolniejszych studentów akademii muzycznych. W efekcie np. w postać trzynastoletniego Cherubina z rewelacyjnym skutkiem wciela się Karolina Makuła, studentka wydziału wokalno- aktorskiego Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy. Dysponująca nie tylko sympatycznie brzmiącym sopranem, ale też dużym talentem aktorskim. Stworzyła ona niezwykle komiczną postać kochliwego pazia, któremu w wyniku dość zawiłej intrygi przychodzi przebrać się za dziewczynę. Jakże cudownie nieporadną i niezdarną w tym damskim niby to przebraniu wykreowała postać.

Ariami ” Non so piu cosa son, cosa facio” z aktu I i „Voi che sapete, che cosa e amor” z II wywoływała na widowni burzę oklasków.

Realizatorzy bydgoskiej inscenizacji nie przydali salonowym intrygom barokowego dzieła żadnych, jak to jest ostatnio w modzie, współczesnych treści, nie naszpikowali rzeczy jakowymiś politycznymi aluzjami. Nie zdecydowali się też nadać tej precyzyjnej formie muzycznej ponadczasowej oprawy plastycznej. Skonstruowali przedstawienie maksymalnie zbliżone do epoki, w której dzieło powstało.

Wojciech Adamczyk przeniósł nas bardziej w klimaty epoki rokoko, a więc okresu nieco nawet wcześniejszego wobec czasu akcji samego libretta. Poprowadziły go zapewne w tę stronę właśnie elementy zawarte w samej warstwie muzycznej.

Marcin Sompoliński, pod którego kierownictwem muzycznym przedstawienie powstało, pokazał tu, że słusznie uchodzi za jednego z najwybitniejszych znawców Mozarta w kraju, mającego wielkie doświadczenie w prowadzeniu zespołów wykonujących muzykę dawną. Przywołał dokładnie takie brzmienie orkiestry, jakiego życzył sobie kompozytor.

Reżyser i tym razem przyciągnął do Bydgoszczy grupę swych wypróbowanych współtwórców spektakli. Nawet choreografkę. I myliłby się ten, kto sądziłby, że tym razem Zofia Rudnicka, niewiele tu miała do powiedzenia, bo w „Weselu Figara” baletu przecież nie ma. Ale jest chór! I dla niego, i dla solistów specjalnie stworzyła niezwykle efektowne fandango. I nie tylko. Sporo było w przedstawieniu ciekawego ruchu scenicznego.

Chór odniósł w tym spektaklu podwójny sukces. Pierwszy, najważniejszy, wokalny, będący efektem współpracy z Henrykiem Wierzchoniem, a drugi wizualny dzięki choreografii Zofii Rudnickiej i kostiumom Marii Balcerek. Ta najlepsza bodaj polska kostiumolożka nadała strojom tworzonym ze współcześnie dostępnych materiałów efekty przypominające te, jakie niosłyby z sobą te z okresu baroku czy rokoko.

Źródłem inspiracji dla Marceliny Początek-Kunikowskiej przy projektowaniu dekoracji do „Wesela Figara” były elementy barokowej architektury, malarstwa np. obrazów Watteau. Wyczarowała ona na scenie zniewalające urodą osiemnastowiecznego przepychu pałacowe wnętrza i misternie wypielęgnowane zakamarki ogrodu.

Nieprawdopodobnego uroku przydawało też przedstawieniu efektowne operowanie światłem; sugerujące np. doskonale porę dnia, czy wewnętrzne emocje bohaterów.

Ciekawym zakończeniem przedstawienia jest opuszczenie na scenę ogromnej złotej ramy, w której zamierają, jak w żywym obrazie, artyści. Z jednej strony sugeruje to, że czas przeszły na chwilę tylko ożywa, żeby zaprezentować się współczesnym, z drugiej, że wszystkie elementy spektaklu mieszczą się w określonych ryzach.

„Mozart w barokowej ramie”
Anita Nowak
Materiał nadesłany
02-05-2017